Podkast #1: Historia mojej ciąży i porodu | Agnieszka Bera

Cze 5, 2020 | Podkast

Podkast #1: Historia mojej ciąży i porodu | Agnieszka Bera

Witam Cię w podcaście Portalu Ciąży. Mam na imię Agnieszka i jestem jego założycielką. Ten podcast poświęcony jest początkom, czyli skąd wzięła się idea, jak się narodził pomysł Portalu Ciąży.

Wersja tekstowa podkastu:

Kilkanaście lat temu zostałam mamą, a tak naprawdę jeszcze cofnę się troszkę wcześniej. Kiedy bardzo chciałam zostać mamą. Było to moje marzenie, nie mogłam się tego doczekać. Byłam trochę niecierpliwa. 

Pamiętam ten czas, kiedy nie tak jak w książce czy filmach, za pstryknięciem palca zachodzi się w ciążę, tylko zajęło mi to kilka dobrych miesięcy. Bardzo denerwowałam się, myślałam, że coś jest nie tak. Dlatego, że coraz częściej słyszymy historie, że pary mają problemy z zajściem w ciążę. Teraz już wiem, że była to blokada w mojej głowie. Byłam niecierpliwa, chciałam już. Im bardziej tego oczekiwałam, tego pragnęłam, tym bardziej to blokowałam. 

Na szczęście udało się i po sześciu miesiącach starania się o zajście w ciążę, miałam dwie kreseczki na moim teście i okazało się, że będę mamą. 

Całą ciążę byłam wdzięczna, ogromnie wdzięczna. Na szczęście nie miałam żadnych dolegliwości ciążowych. Czułam się wspaniale. Tak bardzo nie mogłam się doczekać, kiedy urodzi się mój syn. 

Pierwsze miesiące ciąży było to skupienie na mnie samej. Jest to bardzo normalne. Kiedy obserwowałam moje ciało, co się ze mną dzieje. Dopiero pod koniec ciąży, w trzecim trymestrze, energia zmieniła się i skupienie zostało skierowane na maleństwo. Pamiętam, jak kupowałam ubranka, szykowałam wyprawkę – nie mogłam się doczekać. 

Przez cały okres ciąży praktykowałam jogę, dlatego, że już wcześniej uczyłam jogi – jestem jej nauczycielką. Ta forma aktywności najbardziej mi odpowiadała. Co prawda, wcześniej też lubiłam biegać, ale bieganie automatycznie… Nie podobało mi się w ciąży. Także postanowiłam, że tylko joga. 

Miałam takie szczęście, że mieszkałam wtedy we Włoszech, blisko plaży i codziennie rano chodziłam na plażę ćwiczyć i praktykować. Wtedy też zainteresowałam się jogą w ciąży. Dla samej siebie chciałam zmodyfikować pozycje tak, aby pasowały mojemu, rozwijającemu się ciału i maleństwu. Dostosowałam wszystkie pozycje intuicyjnie – również oddech. Miałam na to przestrzeń i czas, i doświadczenie, już jako nauczyciel jogi. Coraz szybciej i bliżej było do terminu porodu, ale ja czułam spokój. Do tego stopnia, że postanowiłam, że nie będę przygotowywać się do tego porodu, tylko chcę posłuchać mojego ciała, instynktu i po prostu pójdę do porodu i urodzę mojego synka. 

Także nie obejrzałam żadnego filmu, nie uczestniczyłam w żadnej szkole rodzenia. Nie brałam udziału w żadnym kursie, ani nawet nie przeczytałam żadnej książki o porodzie. Tak bardzo liczyłam na mój instynkt i naturę. Można by powiedzieć, że to jest wspaniałe, bo tak powinno być. Jednak zapomniałam o jednej, bardzo ważnej rzeczy – zapomniałam o tym, że będę rodziła w szpitalu, w instytucji, gdzie wszyscy będą wiedzieli, co się ma dziać, a ja nie. 

I tak się stało. Okazało się, że poród się troszeczkę przyspieszył. Dziesięć dni wcześniej, niż powinien. Dlatego też tata mojego synka, czyli mój mąż spóźnił się na ten poród. Tak naprawdę nawet nie dojechał dlatego, że w tych dniach był poza granicą. Urodziłam wtedy we Włoszech. Także na poród pojechałam razem z moimi teściami. 

Warunki we Włoszech są podobne jak w Polsce, więc nie wpuszczono moich teściów do sali porodowej. Byłam na niej sama. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, a z drugiej dopiero sobie zdałam sprawę, że… Co ja teraz będę robić? Nie wiem, co po kolei będzie się działo. Ale instynktownie – rodziłam sobie. Masowałam sobie sama plecy. Wykonywałam oddechy. Kilka razy zdarzyło się, że nie rozumiałam, co do mnie mówią i nie dlatego, że nie znałam języka, bo włoski znam doskonale – ale dlatego, że język porodowy, szpitalny oczywiście różni się od tego, który znałam wcześniej i pewnie w Polsce czy w języku angielskim byłoby mi też trudno to zrozumieć. 

Także czasami nie zdawałam sobie sprawy z różnej terminologii. Również nie wiedziałam, jakie mam prawa. Co jest dla mnie dobre, co nie. Czy mogę na coś się zgodzić… I tak dalej. To mi bardzo utrudniło, bo wydawało mi się, że wszystko, co jest powiedziane, tak musi być. Nie wiedziałam, że mogę powiedzieć „nie” na cokolwiek.

Podczas porodu zdarzyło się kilka niemiłych sytuacji, które – wiem teraz, z perspektywy czasu jako doula, jako osoba uczestnicząca przy porodach, że w życiu bym się na takie coś nie zgodziła. Na szczęście wszystko potoczyło się dobrze i mimo że dostałam też niechciane znieczulenie zewnątrzoponowe, mimo że podała mi oksytocynę, zabrano mi moje maleństwo zaraz po porodzie – czyli wszystkie te rzeczy, o których teraz bym teraz nawet nie pomyślała, bo chciałabym urodzić zupełnie naturalnie, bez żadnych środków medycznych. Bez przyspieszaczy. I oczywiście chciałabym, żeby mój synek był cały czas ze mną, aby nie zabierano go do innego pomieszczenia. 

Niestety, tak się zdarzyło. Ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze, także dwie godziny po porodzie mój synek był ze mną i byliśmy szczęśliwi. Ja byłam bardzo szczęśliwa. 

Jednak po porodzie przemyślałam sobie to wszystko i pomyślałam, że to nie był dobry pomysł, że się nie przygotowałam i postanowiłam wtedy, że będę o tym mówiła. Będę mówiła o tym wszystkim kobietom, które przygotowują się do porodu, które są w ciąży, że właśnie warto się przygotować. Warto znać terminologię. Warto przygotować sobie plan porodu. Być pewnym siebie. 

Kiedy mój synek podrósł, ten temat cały czas miałam w głowie. Zaczęłam też prowadzić zajęcia dla kobiet w ciąży. Wyspecjalizowałam się w tym kierunku u różnych, wspaniałych nauczycieli zagranicznych i postanowiłam, że rozpocznę szkołę rodzenia. Prowadzę ją tutaj, w Kopenhadze. Przygotowuję pary do porodu. I zawsze powtarzam im tę historię, jak ważne jest przygotowanie się do porodu. Kiedy przygotowujemy się do tego wydarzenia nie oznacza wcale, że musimy zrobić sobie kontrakt, umowę ze szpitalem, położną czy lekarzem. Ale jest to właśnie taka świadomość – że wiemy, co się będzie po kolei działo. Warto przy takim przygotowaniu zrobić sobie kilka planów. Plan A, B i C. Czyli plan A to taki Twój idealny plan porodu, plan B – może mniej idealny, ale go akceptujesz. Plan C to może jest to cesarka, której w ogóle nie planowałaś, ale mimo wszystko podjedziesz do niej naturalnie – bo jesteś na to przygotowana. 

Teraz wrócę do początku tego podcastu – jego tematem było „Jak powstał portal ciąży?”. Właśnie dlatego. Pracując z kobietami, przygotowując je do ciąży, porodu, połogu – postanowiłam, że chcę tę informację i wszystkie wiadomości, które mam do przekazania też rozszerzyć w Polsce. 

Na stałe mieszkam w Kopenhadze, dlatego też trudno mi jest prowadzić warsztaty, regularne warsztaty w Polsce. Stąd pomysł – Portal Ciąży. Kursy online, warsztaty, przygotowanie do ciąży, joga w ciąży, pilates, fitness – wszystko, czego nam potrzeba, by przejść ciążę świadomie. Aby poczuć nasze ciała, połączyć się z naszym maleństwem i przede wszystkim, aby świadomie przygotować się do porodu i połogu. 

Portal Ciąży jest dla wszystkich mam, które świadomie chcą przeżyć ten czas. Dla mam, dla ich partnerów i dla maleństw. Moim marzeniem i celem jest to, by stworzyć przyszłe pokolenie, maleństwa, wszystkie dzieci szczęśliwe. A dzieci są szczęśliwe wtedy, kiedy ich mama w ciąży jest szczęśliwa. 

Mam nadzieję, że zainspiruję cię do odwiedzenia naszego Portalu Ciąży i do posłuchania następnych podcastów. 

Dziękuję. Do zobaczenia. 

Sat Nam! 

Dołącz do Portalu Ciąży: https://portalciazy.pl/dolacz/