Podkast #5: Jak przygotować się do porodu z punktu widzenia fizjoterapeuty

Wrz 18, 2020 | Podkast

Podkast #5: Jak przygotować się do porodu z punktu widzenia fizjoterapeuty

Witajcie kochani w podcaście Portalu Ciąży, ponownie z Karoliną Sekułą. Dziękuję ci, że zgodziłaś się być z nami!

Witam serdecznie!

Tak jak obiecałam ostatnio, podczas pierwszego odcinka mówiłyśmy o tym, jak zadbać o siebie w ciąży w podejściu fizjoterapeuty. Dzisiaj – jak zadbać o siebie podczas porodu.

I właśnie przed chwilą pomyślałam, że to trochę dziwnie zabrzmi – jak zadbać o siebie podczas porodu – bo w tym momencie kobiety jakoś o tym nie myślą! Jednak właśnie – na pewno trzeba zadbać o siebie przed porodem, żeby pomyśleć, jak zadbać o siebie podczas porodu. 

Zdecydowanie!

Podkast znajdziesz również w:
🎧 Spotify: https://spoti.fi/2FiQ3w3
🎧 iTunes: https://apple.co/2DJIoGA

Właśnie. Bo co się nam może zdarzyć, Karolina?

Co nam się może zdarzyć? Będę zawsze wracać do naszego nieszczęsnego rozejścia. Może się zadziać bardzo dużo rzeczy – wracamy do tego naszego pierwszego podcastu. Badamy ten brzuch, dbamy, oklejamy. Jeśli jest taka możliwość, to wszystko mamy w pierwszym podcaście. Może nam się zakończyć przepukliną! Jeśli chodzi o okolice pępka. No i później trzeba jeszcze dodatkowo, nie dość, że mamy malucha na głowie, siebie to jeszcze dodatkowo ta przepuklina, która nam tam dokucza. 

Czyli myślisz o tym, żeby też okleić się na sam poród?

Nie, na sam poród nie, ale żeby pamiętać o tym przed porodem. Właśnie to się przenosi. To, co mówiłyśmy o tym przygotowaniu przed, właśnie tutaj jest najważniejsze. W momencie parcia, kiedy te siły w mięśniach brzucha rozkładają się zupełnie inaczej niż normalnie. Wypchnięcie zawartości jamy brzusznej rzeczywiście jest częste. Powiedzmy. Nie umiem teraz odpowiedzieć w jakim procencie, no bo to by było dosyć trudne, ale zdarza się. Czyli ten niezabezpieczony brzuch wcześniej – chodzi o zapobieganie, żeby się nie powiększało nam to rozejście. To bardziej o to chodzi. Czyli im większe, tym gorzej to ryzyko przepukliny towarzyszącej w czasie parcia jest jednak większe. Pamiętamy o tym wszystkim, o czym mówiłyśmy na poprzednim spotkaniu. 

Czy są jakieś inne, spotkałaś się z jakimiś innymi kontuzjami – czymś, co się może zdarzyć podczas porodu? 

Popularne – i. ty, jako doula i ogólnie położne najczęściej spotykamy, że albo jesteśmy nacinane, albo pękamy w okolicy krocza, więc myślę, że na to też mamy dosyć duży wpływ. Wiem, że różnie dziewczyny, z którymi pracuję podchodzą do tego faktu. Nie wiem, jak jest u was, jak u was Aga w kraju do tego podchodzicie. Natomiast ja mimo wszystko jestem zwolennikiem masażu krocza. Często manualnego, masażu poprzez ćwiczenia na piłce. Tak, żeby te okolice krocza przez ćwiczenie mięśni dna miednicy – żeby to cały czas pracowało, rozciągało się, uelastyczniało. U nas tak jakoś dziwnie jest. Jakoś spotykam się z tym że ten masaż krocza jest taki – odpycha, dziewczyny niechętnie do tego podchodzą. 

Dlaczego?

Nie wiem właśnie. Często mówią, że obawiają się infekcji wszelkiego rodzaju, że skaleczą się gdzieś w tej okolicy. Chociaż ja zawsze tłumaczę, że wiadomo ręce czyste, zdezynfekowane, paznokcie krótko obcięte, żeby tam sobie nie zahaczyć czegoś, nie skaleczyć. 

Muszę przyznać, że bardzo rzadko zaczęłam mówić o tym na zajęciach u siebie. Jedynie pytam, czy są zainteresowane. Jeśli jest zainteresowanie mówię o tym, jeśli nie – nie wspominam, bo widać po minach, że jakoś tak – nie wiem, skąd się bierze. Sama bardzo polecam. 

I ja też!

Nie wiem, dlaczego tak – ale gorąco polecam, zdecydowanie, żeby to robić. Jeśli ten masaż może trwać kilka minut dziennie, można to robić raz na jakiś czas. Wykorzystać, zrobić i robimy to dla siebie. 

Dokładnie. Tutaj u nas w Kopenhadze czy w Danii jest to popularne. Mówi się o tym dużo i chcą się dziewczyny nauczyć. Na przygotowaniach do porodu może nie pokazujemy tego, ale omawiamy ten temat. Moja położna, która sama rodziła dwa razy naturalnie, bez żadnego pęknięcia właśnie dzięki temu. Ona też o tym mówi. 

U nas jest troszeczkę inaczej w Danii, bo u nas się nigdy nie nacina. Tylko się to zdarza w niewielu przypadkach. Jeżeli na przykład jest taki moment, że już nie ma innego wyjścia i musi natychmiast, położna musi interweniować, bo ma być szybki poród, dziecko musi się urodzić w tym momencie, to naprawdę bardzo się rzadko zdarza – wtedy jest nacięcie, żeby uratować życie dziecka. A tak to w ogóle nie ma czegoś takiego. Jest wręcz odwrotnie – mówi się o tym, że lepsze jest pęknięcie, bo pęknięcie szybciej się zagoi, nie pęknie tak mocno, jak kiedy się natnie. Bo kiedy się natknie, to jeszcze oprócz tego pęknie. O tym się nie mówi. 

U nas bardzo długo mówiło się zupełnie odwrotnie. Że lepiej naciąć, wtedy rana się goi łatwiej. Zupełnie dwie różne rzeczy! Ale ja się pod tym względem – bo też jako fizjoterapeuta wszelkich ran, bliznowców, różnych rzeczy wiem – rzeczywiście. Nie jest do końca tak. To nacięcie rzeczywiście jest takie bardziej inwazyjne. 

Tak, oni to tłumaczą, że pęknięcie tkanki – przede wszystkim pęknie w tych miejscach, gdzie szybciej się zrośnie, a nie przytniemy. Poza tym jest przycinane na równy, a pęknięcie będzie nierówne, dlatego szybciej będzie się goić. 

Tak, to prawda. 

We wszystkich krajach skandynawskich to jest od kilku lat wręcz odwrotnie, właśnie jak mówisz. Także to – a jeśli chodzi o masowanie krocza. Może teraz byś powiedziała – skoro dziewczyny nie chcą słuchać u nas, ale na pewno tez będą takie. Podejrzewam, że tutaj słuchaczki będą zainteresowane. Powiedz jak ten masaż wykonać? 

Ten masaż wykonujemy naprawdę w bardzo, bardzo prosty sposób. Wykonujemy go kciukiem – jak wcześniej powiedziałam, przygotowujemy sobie tę łapę do pracy odpowiednio, czyli rzeczywiście pamiętamy o tym, żeby paznokcie były przygotowane, ręka umyta, zdezynfekowana. Żeby rzeczywiście nie wprowadzać tam jakichś niekorzystnych, dziwnych rzeczy tam. Żeby nie było infekcji, bo nie chcemy tego, jak najbardziej. I wprowadzamy sobie  – tak naprawdę do pochwy kciuk, zwrócony opuszkiem do strony tej ścianki, która będzie graniczyła z odbytem. Czyli do tyłu. I leciutko dociskamy. Badamy sobie tę okolicę, badamy gdzieś na głębokość centymetra, czasami nawet mniej, bo musimy zobaczyć, jakie to będą odczucia. Czy rzeczywiscie – bo możemy spróbować, stwierdzić: „Kurczę, nie chcę tego. Nie odpowiada mi to”. Natomiast leciutko dociskamy. Tylko i wyłącznie w stronę odbytu, tak jakbyśmy lekko rozciągały tę skórę. Tak naprawdę oczekujemy na taki moment wyraźnego rozciągnięcia, delikatnego rozgrzania. Szczypania, to jest za dużo powiedziane. To znaczy, że już jest troszeczkę za mocno. I odpuszczamy. Za chwilę próbujemy znowu. 

Czyli naciągamy? 

Naciągamy skórę w stronę odbytu, dokładnie. Ale nie doprowadzamy do tego, żeby to było jakieś takie mocne naciągnięcie. Nam to się będzie wydawało, że to jest bardzo, bardzo mocno – w rzeczywistości będziemy naciągać może milimetr, dwa, trzy. I to wszystko. Nawet nie musimy wykonywać jakichś – nie wiem – bo dziewczyny zawsze pytają, czy to muszą być jakieś ruchy okrężne. Nie. Lekkie naciąganie. Pociągnięcie, odpuszczenie. Pociągnięcie, odpuszczenie. Można podciągnąć – leciutko przytrzymać, ale tak jak mówię, żeby nie doprowadzać do tego takiego stanu, że czuję, że mnie coś tam boli. Wiadomo, że nie. Bardzo, bardzo delikatnie. Delikatne odczucie pieczenia to już jest taki maks, gdzie już wiemy, że musimy zostawić to, odpuścić i wracamy do tego stanu właściwego. I za chwilę próbujemy znowu. 

To może trwać – tych naciągnięć może być 10. I wystarczy. Tylko trzeba pamiętać, żeby znaleźć – zawsze dziewczynom mówię, że to nie gdzieś w biegu, a bo mi się przypomniało. Tylko znaleźć sobie taką chwilę, gdzie możemy być same ze sobą i zrobić to swobodnie bez strachu, że ktoś nam wejdzie do pokoju, a my się głupio czujemy, że robimy sobie jakiś masaż. Bo to jest ważne! Zawsze się śmieję i dziewczyny też, ale to jest kwestia rozluźnienia. Mięśnie reagują gwałtownym napięciem, więc bez sensu. 

U nas położna mówi, żeby partner to robił. 

To jest bardzo dobry sposób! Jak ja bym to powiedziała u nas, to by mnie dziewczyny chyba wyniosły z tej szkoły. 

Ona sama powiedziała. Przygotowanie do porodu u nas jest w parach, więc się wszyscy uśmiechają i cieszą na to. Mówi: „To jest super gra wstępna!”. I mówi, żeby robić to i – bo też się dziwię, że mówisz, że dziewczyny się boją, że jakieś zakażenie. No przecież wiadomo, że no nie wiem – inne jest podejście w Danii niż w Polsce, ale u nas się bardziej otwarcie mówi. 

U nas się dużo straszy. 

Jakoś mi się wydaje – nie wiem, jakie jest podejście w Polsce, ale w Danii jest podejście normalne. Że można odbywać stosunki seksualne również w ciąży. Jeżeli więc odbywamy stosunki seksualne w ciąży, no to masując sobie kciukiem na pewno tych – 

No oczywiście! 

Zagrożenie jest! 

No dokładnie. Mówię dziewczynom czasami przy mięśniach dna miednicy, że najlepiej sobie poćwiczyć w trakcie stosunku. Powiedziałam to jednej grupie kiedyś raz, to popatrzyły na mnie takie oburzone, że powiedziałam: „Może już przestanę o tym mówić!”. Ale były grupy, które były zachwycone i stwierdziły, że to jest bardzo dobry pomysł. Bo zaczęłam się śmiać, że satysfakcja gwarantowana z obu stron. Ale to jest podejście. To jest ważne!

Tak, to jest ważne. Dlatego mi się wydaje, że warto o tym nadal mówić, bo przecież to jest normalne. Nie mówimy o tym, ale to robimy. Musimy o tym mówić, Karolina i cieszę się, że o tym powiedziałaś. Teraz gdy o tym wspominamy, staje się to bardziej otwarte. Mam nadzieję, że osoby, które nas słuchają doceniają to, że o tym mówimy i nikt tutaj się nie bulwersuje. Nie robimy żadnych, strasznych rzeczy! Można robić gorsze rzeczy, więc naprawdę. 

Wiesz co, u nas położna mówiła, że można robić to olejem kokosowym czy oliwką. Co o tym sądzisz?

Tak, tylko ja o oleju kokosowym najczęściej. Oliwka to zależy jaka, musi być naprawdę wypróbowana. Bo rzeczywiście różnie reagujemy na oliwki i później zaczyna się jakieś tłumaczenie, czy oliwka dla dzieci, czy taka, czy siaka i rzeczywiście ten olej kokosowy jest dla mnie najbezpieczniejszy. 

Olej kokosowy też przy okazji zabija bakterie. 

Zdecydowanie tak! Ale to jest znowu – nasze kraje się różnią. I mówienie o takich rzeczach jest czasami bardzo kontrowersyjne, bo czasami przewracają oczami, że „O, olej kokosowy, skąd, jak, po co?”. Sama z kolei jestem nastawiona do oleju kokosowego bardzo pozytywnie, natomiast na oliwki różnie. Z tego względu, że spotykałam się z oliwkami różnych firm, które uczulają. Ewentualnie spojrzałabym w stronę oliwek rzeczywiście typowo wegańskich, gdzie wszystko jest mega, mega naturalne. 

Apropo oliwek, bo dziś mówimy o fizjoterapii – wszystkie oliwki dziecięce, Bambino, Johnson&Johnson, absolutnie nie i w ogóle dzieciom! Nie wiem, dlaczego one są ciągle dozwolone do sprzedaży. Powinniśmy tylko – tak jak mówisz – organiczne oleje naturalne. Nie żadne oliwki!

Do masażu jako fizjoterapeuta też staram się używać oliwek naturalnych, takich olejów wszelkiego rodzaju, natomiast mogę otwarcie powiedzieć: nienawidzę stosować. Bardzo często pacjenci wymyślają – i mówię, że proszę przynieść swoją oliwkę, której pan czy pani używa. I zazwyczaj pojawia się Bambino albo 1000 innych, dziwnych, bo przecież są dla dzieci, to nie uczulają. Powiem ci uczciwe, że wtedy nie tyle cierpi pacjent – najczęściej, bo ta okolica jest taka, że pojawiają się jakieś dziwne rzeczy – kończyna dolna, ręka, cokolwiek – a ja cierpię z moimi własnymi rękoma, z tego względu, że tworzą mi się od tych oliwek straszne stany zapalne. Jeśli się pacjent da przekonać – super! Jeśli nie, to masujemy na tę oliwkę i nie, nie polecam. Uczulenia są naprawdę tragiczne. Lepiej wydać pieniądze na coś fajniejszego i być zdrowym, a nie kombinować – więc dziewczyny! Do masażu naturalne rzeczy tylko i wyłącznie. 

Dokładnie. Tak samo później dla maleństwa, jak już się urodzi. 

Zdecydowanie. 

No właśnie. Ale wracając do tego masażu krocza. Fizjoterapeuta takich masaży nie robi, to robi się samemu. 

Tak. 

Ostatnia rzecz o masażu – czyli polecałabyś taki masaż wykonać codziennie. Od którego tygodnia?

Mówi się różnie. Sama wykonywałabym sobie ten masaż na pewno – zależy jak kto się mobilizuje. Czasami jest tak, że dziewczyny mobilizują się dopiero pod koniec trzeciego trymestru i wtedy jest to wykonywane regularnie. I tak najczęściej słyszałam, żeby wtedy robić to bardziej intensywnie. Natomiast ja jestem jak najbardziej za tym, że jeśli nic się nie dzieje, spokojnie można zacząć w trzecim trymestrze sobie już tam pracować z mięśniami. Bo i tak wtedy się ładnie otwieramy i to się ładnie zgrywa. Zwłaszcza że właściwie mówimy, że od 28 tygodnia powinnyśmy się otwierać, jeśli chodzi o mięśnie dna miednicy. Czyli bardziej się otwieramy, nie pracujemy, nie zaciskamy tych mięśni. Już wtedy możemy sobie pracować – wspomagać tę pracę mięśni, otwierania pochwy, żeby popracować jeszcze przy okazji nad masażem. A wtedy możemy robić to rzadziej. Dwa razy w tygodniu? 

Dokładnie. Dobrze, że powiedziałaś o tym otwieraniu czy odpuszczaniu, puszczaniu mięśni dna miednicy. Za chwilę jeszcze o tym powiem. Ostatnią tylko rzecz: niedawno, na którymś z forum na Facebooku było pytanie o to – dziewczyna bała się tego masażu, że po porodzie będzie za bardzo rozciągnięta. 

Absolutnie! To wszystko się ładnie – bała się, że za bardzo rozciągnie to krocze i tak zostanie. Takie też mogą być niedomówienia i dziewczyny może tego się boją? Wiesz, za bardzo sobie porozciągają i tam będzie – ale absolutnie to się nie stanie, prawda?

No właśnie. To rozciąganie nigdy nie jest aż takie mocne. To bardziej nie chodzi o to, że -bo my to określamy właśnie, może to słowo – że rozciąganie. To chodzi o uelastycznienie, a to jest duża różnica. Bo rozciąganie to nam się wydaje, że jak sobie będziemy tam naciągać, naciągać to rzeczywiście tam będzie nie wiadomo co. Natomiast: uelastycznienie. Chodzi o to, żeby mięśnie ładnie pracowały, tkanki pracowały. Żeby były przyzwyczajone do pewnego rodzaju nacisku i poddawały się temu. A nie po to, że my będziemy z każdym naciskiem coraz szerzej, szerzej, więcej i to tak sobie po prostu zostanie. Tak naprawdę nasze ciało i po tym masażu wraca do swojej własności. To nie zostaje tak, że naciągniemy sobie centymetr i to już tak będzie. I jutro kolejny, to ile tych centymetrów do końca ciąży by nam się tam nazbierało! To nie o to chodzi. Chodzi o uelastycznienie, żeby tkanki się poddawały po prostu. Nic więcej. 

Poza tym nawet wiemy też o tym, że jak sobie uelastyczniamy skórę czy coś, to nie jest tak, że wystarczy ją uelastycznić raz i taka będzie do końca życia. Trzeba to cały czas robić! Spokojnie więc. 

Dobrze. Temat krocza myślę, że już jest –

Tak, myślę, że już wyczerpany. 

Wyczerpany. A teraz chciałam przejść do mięśni dna miednicy bo zwróciłaś na to uwagę. Pewnie pamiętasz też z kursu jogi w ciąży mówiłyśmy też o tym. Na co ja też zwracam uwagę na moich zajęciach, aby pod koniec ciąży, czyli III trymestr nie tyle pracować z aktywowaniem mięśni dna miednicy, ale też nauczyć się je relaksować. I tak otwierać, możemy powiedzieć. 

Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej właśnie? Bo to jest bardzo ważne, co jest często źle pojmowane. Dlatego, że my zazwyczaj mamy pełno aplikacji i ćwiczeń mięśni Kegla, gdzie jest tylko aktywacja, a brakuje tego zrelaksowania, odpuszczenia. 

Dokładnie. Sama ogólnie spotykam się z odpowiedzią: „Ćwiczycie mięśnie Kegla?”, „Nie!”.  Czy tam mięśnie dna miednicy – i tak staram się mówić. Nie lubię tego określenia mięśni Kegla jako takiego, bo to jest duże ograniczenie, tych mięśni jest tam strasznie, strasznie dużo. Czy coś więcej? Zawsze się śmieję do moich dziewczyn, że jak zamkniemy to nic się nie wydostanie. Będzie za ciasno! Zawsze się z tego śmieją, ale śmieją się po porodzie – jak gdzieś się spotykamy – że w czasie porodu to się przypominało, że rzeczywiście warto było się pootwierać. Otwieramy się też dla tego uelastycznienia, uelastycznienia wszystkich trzech warstw mięśni dna miednicy, bo mamy ich aż trzy. Zawsze bardzo intensywnie przypominam o tym, że w momencie, kiedy otwieramy, kiedy ćwiczymy mięśnie dna miednicy do otwarcia, no bo napięcie jest tą jedną stroną. Otwarcie jest tą drugą, później ważną do porodu, żeby pamiętać, żeby rozluźniać całą okolicę mięśni dna miednicy właśnie. Bo do porodu co nam jest potrzebne? Okolica pochwy, tutaj się zatrzymujemy i zostajemy na tym etapie. No ja jestem nastawiona bardziej holistycznie, z tego względu, że okolica odbytu też jest ważna. Chociażby z tego powodu, że właśnie w tamtą stronę – mówię tutaj o naszych realiach. Albo będą nas nacinać, albo będziemy pękać w tę stronę. Ta część najczęściej jest uszkadzana w czasie porodu, więc uelastyczniajmy ją. Być może ona wtedy jak najbardziej przetrwa. 

To jest ta pierwsza warstwa mięśni – taka najbardziej zewnętrzna, łącząca spojenie łonowe razem z kością guziczną, przechodząca właśnie przez okolice pochwy, okolice odbytu – no więc to otwarcie jest tutaj naprawdę bardzo, bardzo istotne. Kolejna rzecz, kolejna warstwa to łączenie między guzami kulszowymi, podobnie to otwarcie takie, które będzie nas później wspierało w czasie porodu jest bardzo istotne, bo tutaj też te mięśnie podlegają bardzo dużemu naciskowi. Cała miednica wtedy pracuje w czasie porodu, przy napięciu, przy parciu. No i ta warstwa głęboka, która nam wewnątrz podtrzymuje jako rusztowanie całość, całą zawartość miednicy mniejszej, również jest istotna. Pęcherz moczowy no i w ogóle – sam maluch będzie nam tam siedział. Macica i wszystko, co się będzie gdzieś znajdowało w czasie, jest bardzo istotne. 

Otwieranie – ja czasami mówię już po jakimś czasie, ty Aga chyba na swoich zajęciach, na kursie też to mówiłaś, że jest takie moment, kiedy możemy sobie napiąć i świadomie rozluźnić, z tą świadomością, że rozluźniam, ale później pod koniec trzeciego pojawia się – chociaż ja zachęcam, żeby już też próbować sobie raz tak, raz tak w trzecim trymestrze, żeby to napięcie było takie tylko intencjonalne. Że napinam niby, ale tak naprawdę nie i potem takie swobodne rozluźnienie. Zawsze mówię dziewczynom: jestem rozluźniona i z wydechem rozluźniam się jeszcze bardziej. Wspominałaś też o tym na swoim kursie i wydaje mi się, że jeśli dziewczyny ćwiczą regularnie, ćwiczyły troszeczkę napięcia, to później to napięcie, rozluźnienie i to samo rozluźnienie też w głowie gdzieś tam zostaje i jest bardzo istotne. 

Do porodu to już nie musimy tłumaczyć właściwie dlaczego, bo już mówiłyśmy. 

Sama sobie wytłumaczyłam – powtarzam też za moją nauczycielką, która mnie szkoliła. Tak jak zawsze mięśnie dna miednicy, gdziekolwiek się uczymy, no to reaktywujemy przy wydechu a rozluźniamy przy wdechu. Natomiast ja to robię odwrotnie przygotowując do porodu. Czyli jakby jeszcze bardziej rozluźniam przy wydechu. Czasami dziewczyny czy kobiety pytają: „Jak to, przecież to odwrotnie?”. Tak! To tylko do porodu. Bo wydechem chcemy to dziecko, maleństwo odpuścić. Każdy wydech będzie nam relaksował ciało. 

Kiedy wydychamy, to się dzieje – wszystko się relaksuje, też myślę, że mięśnie dna miednicy, prawda? 

Dokładnie. 

Po porodzie wracają do tego fizjologicznego trybu. 

Zdecydowanie tak. 

Czasami – też chyba mówiłam na kursie, ale tak sobie myślę, że natura jest niesamowita, jak nam nasze ciało w ogóle reaguje. I to, że my pod koniec ciąży, trzeciego trymestru – też o tym się nie mówi, ale to jest normalna rzecz. Czy kichniemy, czy się zaśmiejemy czy co tam się stanie, to troszeczkę popuszczamy. I kobiety myślą, że to jest nienormalne, że coś jest ze mną nie tak. Bardzo wiele kobiet to ma! 

Sobie tak myślę – no bo wiadomo, że hormon, relaksyna, która rozluźnia wszystko i też rozluźnia te mięśnie dna miednicy. 

Oczywiście, że tak. 

To nie jest zrobione za karę. I teraz będziemy jeszcze bardziej, bardziej ściskać te mięśnie, a może to faktycznie jest ten moment, kiedy mogę trochę odpuścić i trudno. Oczywiście zaraz po porodzie wracamy, to jest bardzo ważne, żeby wrócić i wtedy właśnie pójść, żeby praktykować jakieś ćwiczenia na mięśnie dna miednicy i też sprawdzić mięśnie dna miednicy na wizycie. Jeżeli troszeczkę tam się popuszcza czy coś, to nie być na siebie złą, bo my też mamy taką tendencję, że wszystko na pewno jest nie tak z moim ciałem. 

A może to jest to, że twoje ciało się przygotowuje i rozluźnia te mięśnie dna miednicy? Tak to ja tłumaczę. 

Jak najbardziej. Relaksyna robi swoje, zwłaszcza pod koniec, to jest jedna rzecz. Swoim dziewczynom zawsze mówię, bo one: „No to najpierw miałyśmy wzmacniać ten oddech odwrotnie, teraz znowu”. To jest to, o czym ty mówisz, ale zawsze im odpowiadam: „Jak mamy przeć? Najlepiej na wydechu, tak?” No bo jak? Wstrzymać? Chociaż mówię, że fizjologia i tak zrobi swoje, więc nie będziecie miały do końca na to wpływu, ale z wydechem najbezpieczniej, nie wstrzymujemy wtedy oddechu. Dostarczamy sobie tę odpowiednią ilość powietrza, wydychamy to, czego nie chcemy. Naucz się otwierać z wydechem, bo tak będziesz robiła to w czasie porodu. 

Dokładnie. Karolina – powiedz mi też coś innego. Czy może się coś takiego zdarzyć – czy spotykasz się z tym że przez poród została przesunięta miednica, rzeczy, które po porodzie warto sprawdzić, bo to się mogło zdarzyć przez pozycję przy porodzie?

Aż tak drastycznie niekoniecznie. Najczęściej – i o tym zapominamy, bo siebie spychamy, po porodzie jest dziecko najważniejsze, ale ja zawsze twierdzę, że jak już się nam wszystko ustabilizuje, warto i mamy ten czas, mamy te chęci, żeby o siebie zadbać w końcu. Warto byłoby skontrolować swoją postawę, po prostu. Jako taka zupełnie banalna rzecz. Zwykłe wady postawy. Jak wygląda kręgosłup, jak układają się łopatki. Co się zadziało z tym moim ciałem przez ciążę? Jak ona na mnie wpłynęła? Tak mówiąc globalnie – patrząc na całe ciało, kręgosłup, kość krzyżową, barki, biodra, kolana, cokolwiek i co mogę z tym zrobić. Nawet w czasie zwykłego spaceru z dzieckiem na przykład. Czy jak powinnam siadać w czasie karmienia, chociażby. To są rzeczy, które gdzieś tam od fizjoterapeuty można wyciągnąć, jak ja mówię, przecież w szkole rodzenia można o wszystko zapytać. 

Nie zawsze musi być to nie wiadomo jak super zaplanowana wizyta, bo przecież bardzo często nas też odwiedzają rodzice z maluchami na wizyty, więc jak najbardziej można zapytać. Zawsze mówię, że to są istotne sprawy. Te plecy okrągłe, teraz nawet ja pozwalam sobie tutaj tak brzydko siedzieć. Gdzieś tam się to wszystko zamyka. Zamknięta klatka piersiowa. No i do karmienia, jak to się bardzo często mówi, ja się pochylam do dziecka, zamiast przyciągać je do siebie. Jak najbardziej polecam rogale, z którymi spałyśmy sobie w czasie ciąży, żeby się jednak nimi opasać i układać sobie malucha jak najwyżej, żebym ja mogła swobodnie usiąść i przyciągnąć to dziecko. Dziecko ma być przy piersi, a nie pierś przy dziecku. 

Takie banalne rzeczy czasami, na które nie zwracamy uwagi. Czy przesunięcia miednicy – pewnie, że się zdarzają, zwłaszcza jeśli dużo czasu spędzamy – chyba ostatnio mówiłyśmy z resztą, że jeśli dużo czasu spędzamy w pozycji leżącej, siedzącej – no czasami nie mamy na to wpływu w czasie porodu, to mam na myśli, w czasie pierwszej fazy – no są blokady. Znowu wracam do tych nieszczęsnych stawów krzyżowo – biodrowych. Te bóle kręgosłupa, odcinka lędźwiowego, no i przede wszystkim brzucho. Ono jest, jaki jest, więc warto by było o nie zadbać, ale teraz mówimy tak typowo o postawie, więc ja jestem jak najbardziej za żeby sobie to ciało skontrolować i zobaczyć, co warto zrobić, co się zadziało – oczywiście uwzględniając też to, co było przed ciążą, bo czasami mamy jakieś tam skrzywienie i tak dalej. Żeby znowu nie dać się zwariować, to wszystko przez ciążę. 

Natomiast warto by było się skontrolować. Wiem, że dziewczyny tego nie robią, bo u nas to jest w ogóle mało popularne, żeby się skontrolować jakkolwiek. Ale rzeczywiście, ja jako fizjo – jeśli mówimy tak fajnie, super, żeby ktoś mógł o sobie pomyśleć, no to jest to fajna sprawa. 

Tu mi się wydaje, Karolina, że poczekamy do następnego odcinka. W tym odcinku właśnie opowiesz nam dokładnie. Powiesz nam check listę, co skontrolować, bo sama też jestem ciekawa. 

U nas w Danii też tego się nie robi – to ja jestem bardziej – wydaje mi się, że więcej o tym słyszę w Polsce, że jednak więcej kobiet robi to w Polsce, więcej się o tym mówi, tutaj absolutnie nie. Dopiero o tym mówię tutaj – to takie oczy robią, bo nawet nie wiedzą do kogo mają pójść. Akurat pod tym względem w innych krajach jest jeszcze inaczej. W każdym razie ja się spotkałam z tym – no wiesz, na kursach tej kobiety, które też się zgłaszają do nas, to są też świadome kobiety i myślę, że słuchające nas dziewczyny też są świadome i mają pojęcie na ten temat. O tym opowiemy podczas ostatniego odcinka – trzeciego, gdzie powiemy o połogu. 

Myślę, że jeżeli chodzi o poród, to chyba objęłyśmy wszystkie tematy. Na pewno bym powiedziała to jako doula, ale ty pewnie to potwierdzisz jako fizjoterapeutka, żeby podczas porodu postarać się i się ruszać. 

No tak!

Nie leżeć, nie siedzieć. A naturalnie nasze ciało będzie chciało tego, bo będziemy się czuły dużo lżej i będzie nam lżej przejść cały poród, kiedy będziemy w różnych pozycjach. I też zmieniać pozycje, prawda? Czyli nie być tylko w jednej. 

Absolutnie!

Sama dziewczyny zachęcam, żeby to wędrowanie – zniechęcam jedynie do chodzenia po schodach. Chociaż wiem, że w Toruniu u nas w szpitalu się przegania po schodach czasami. Szkoda mi po prostu wydatku energii, bo będą potrzebować. U nas się nie je w czasie porodu, więc niech trzymają tę siłę do samego końca. Natomiast tak – poruszanie się jakkolwiek. Jeszcze chyba mówiłyśmy o tym ostatnio, że ja tę pozycję pionową to truję do bólu u siebie na zajęciach. Już nie wiem jak zachęcać, więc używam tutaj fizyki – siła grawitacji malucha wam w kanał rodny wprowadza, więc chodzić. A jak siedzieć, to na przykład na piłce i kombinować, masować krocze na piłce. Jeszcze różne, różne możliwe rzeczy no i co ważne – dodałabym jeszcze, żeby pamiętać, bo tak jak mówisz, jak możemy sobie pomóc w czasie porodu – teraz pomyślałam o tej piłce. 

Zachęcam, żeby to robić na piłce, ale oczywiście z asekuracją, żeby tam się nic nie zadziało. Oddech w czasie porodu żeby sobie fajnie z tym oddechem radzić. Mogą to dziewczyny ćwiczyć też będąc po prostu w ciąży, żeby do porodu już mieć to fajnie wyćwiczone, czyli wszystkie trzy tory oddechowe, żeby sobie fajnie prowadzić do porodu i przejść przez skurcze fajnie z oddechem. Czyli ten oddech głęboko do brzucha, później oddech dolnożebrowy i górno-żebrowy, czyli żeby kombinować sobie tak fajnie. 

Można robić to w parze, można samodzielnie, bo ja zawsze mówię, że odczucia są najważniejsze. Jeśli nie chcę tego sama, z partnerem mi się to fajnie wykonuje no to super, natomiast jeśli  – czasami się śmieję, że faceci nam czasami trochę przeszkadzają, no to – dobra, zrobię to sama, możesz przyjść za chwilę. Zachęcam też, żeby sobie tym oddechem fajnie popracować. 

Zawsze sugeruję, żeby w czasie porodu – to jest trochę mantra nawet. Zamknięcie się w sobie i skupienie na oddechu, żeby przeżyć fajnie sobie ten skurcz. Później mogę sobie wstać, pochodzić. Powędrować, usiąść inaczej czy przyjąć jakąkolwiek, inną pozycję. I przychodzi kolejny skurcz – znowu mogę przejść sobie z oddechem albo przejść go inaczej. Siedząc na piłce, po prostu oddychając tak, jak mnie natura poprowadzi. Jak najbardziej zachęcam do posłuchania w ogóle, na czym polegają te wszystkie oddechy i żeby sobie fajnie przez to przejść. 

Dokładnie. 

O oddechu zapominamy bardzo często. Przypominam – fizjoterpaeuci często powiedzą „Jeszcze ćwiczenia oddechowe”. Wszyscy: „O Jezu, dobra, już te oddechowe ćwiczenia – co ja będę tam oddychać?”. A to jest ważne, otwarcie klatki piersiowej.

To jest najważniejsze. 

Ta przestrzeń, której potrzebujemy – nie dość, że w ciąży gdzieś tam się zamykamy jeszcze, to do tego samego porodu jeszcze ten oddech jest. 

Powiem, że mam takie podejście, że uczę partnerów na moich zajęciach. Dlatego że ja – zauważyłam jako doula, że podczas porodu jednak kobieta czasami się wyłącza, łatwo jej zapomnieć o tym oddechu. Mówię więc do tych partnerów, bo oni się najbardziej martwią tym, jak mogą pomóc partnerce. Co mam robić? Pamiętaj o oddychaniu! Powtarzaj to miliony razy, oddychaj z nią. Na moich zajęciach wszystkie ćwiczenia oddechowe wykonują partnerzy też. Muszą być nauczeni – mówię, żeby oni kierowali – oddech jest najważniejszy. 

Dokładnie. Oni są bardzo świadomi w tym momencie. To prawda – czasami u mnie na zajęciach dziewczyny są same, nie zawsze mogą, ale zawsze bardzo, bardzo proszę, żeby panowie byli obecni w czasie – znaczy, ktokolwiek będzie towarzyszył, żeby ta osoba była obecna w czasie zajęć oddechowych.

 Czasem się tak zdarza, że jeśli para nie może, to rzeczywiście czasami przychodzą nawet z inną grupą. Bo bardzo mi zależy – też zawsze te zajęcia, śmieję się, że dziewczyny będą oddychać. Jednak tutaj ta druga strona jest najbardziej istotna, bo to ona nadzoruje, ona kontroluje, ona czasami wyprowadza. Bardzo często sugeruję, że dziewczyny po skurczach, po szczycie skurczy zostają na tym bardzo płytkim oddechu. To jest takie trochę paniczne – ten oddech, gdzie już skurcze są bardzo mocne i zostajemy. Górno-żebrowy oddech, takie „pufanie” tylko i nie mogą z tego wyjść. Skurcz już dawno zszedł, jest wszystko okej, mamy przerwę, a one jeszcze dalej zasuwają, więc ja się śmieję – znaczy, nie ma się z czego śmiać, tylko kwestia tego, żeby panowie, partner wybudził: „Oddychaj głęboko, weź głęboki oddech”. 

Bo czasami nie zdają sobie nawet z tego sprawy, że oddychają tak płytko. Też staram się, żeby te zajęcia były takie pół na pół, a nawet panowie 80%. 

Super! Dokładnie. Okej – widzicie dziewczyny, znaczy: słuchacie, słyszycie nas. Z punktu widzenia fizjoterapeuty nam się wydaje, bierzemy do wiadomości tylko ciało fizyczne i ułożenia, a tutaj oddech. Oddech jest po prostu jedną z najważniejszych rzeczy. 

Dokładnie. 

I o tym też powiemy w następnym odcinku – mam nadzieję! Także z Karoliną spotkamy się jeszcze na kolejny podcast. Dziękuję ci bardzo za czas, za wszystkie twoje cenne wiadomości – tak jak mówiłam ostatnio, dla mnie to jest takie niesamowite, jak słucham też ciebie, bo wtedy sobie potwierdzam wszystkie te rzeczy. 

I ja również!

Jako doula cały czas się kształcę od specjalistów! Bo nie jestem fizjoterapeutką, nie jestem położną oczywiście, więc słuchając specjalistów to dla mnie jest takie wow! 

My się od siebie nawzajem uczymy. 

Dokładnie. Dziękuję ci bardzo. I dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do tego momentu – słuchaczkom i widzom, którzy nas oglądają, bo jest do obejrzenia i do wysłuchania nasz podcast. Dziękuję i do zobaczenia, do usłyszenia w następnym odcinku – „Jak zadbać o siebie po porodzie według spojrzenia specjalisty, fizjoterapeutki Karoliny Sekuły”. 

Dziękuję ci bardzo! Do zobaczenia!

Dziękuję! Do zobaczenia!